Miasto i Gmina Zagórz
Powitanie
Rys historyczny
Miejsca Pamięci
Położenie
Plan miasta i gminy
Komunikacja
Przegląd Miejscowości
Zagórski karmel
Lokalne zabytki
Baza noclegowa
Przewodnicy
Szlak Papieski
Gastronomia
Poradnik Praktyczny
Koło PZW
Koło Łowieckie ŚWISTAK
Ośrodek Kultury
Biblioteka w Zagórzu
Stowarzyszenie BGTK
Zagórz w grafice
Galeria zdjęć
ZTS-Zakucie
Stowarzyszenia
"WETERAN"
Baza sportowa
Kalendarz imprez
Drodzy Państwo, czy jest Wam znany ten pełen ciszy i urzekający pięknem krajobrazu zakątek położony w malowniczej dolinie rzeki Osławy?
Zmęczyliście się natłokiem spraw, telefonów, hałasem ulicznych pojazdów, pragniecie spokoju, kontaktu z przyrodą - przyjedźcie do Zagórza, tu życie zwalnia swój bieg - a potem dalej w Bieszczady .
Naszym celem jest zaprezentowanie Państwu walorów jakie ma do zaoferowania nasza gmina. Kto raz wybierze się tutaj i podda się rytmowi natury będzie tu stale powracał zafascynowany pięknem okolic .
Naszą wędrówkę rozpoczynamy od Zagórza
Równie interesującym jak zagórski kościół parafialny obiektem zabytkowym są ruiny klasztoru Karmelitów Bosych, będące wizualną wizytówką Zagórza.Historia obiektu nierozerwalnie związana jest z osobą jego fundatora- Jana Franciszka Stadnickiego.Możnowładca ów był chorążym nadwornym koronnym, zaś od 1697 r.

Ruiny klasztoru Ojców Karmelitów Bosych
( 1996 r. )
piastował urząd wojewody wołyńskiego. Posiadał rozległe dobra [m.in. leskie]. Zanim zmarł, a stało się tow 1713 r., przekazał zagórskiemu karmelowi środki na utrzymanie w przyklasztornym szpitalu 12 wojskowych kombatantów pochodzenia szlacheckiego. Początek fundacji zespołu klasztornego [tj. kościoła i klasztoru ] najprawdopodobniej przypadł na dzień 7 sierpnia 1700 r. Co prawda, pierwszy akt erekcyjny nie zachował się do naszych czasów, lecz wiadomo, że pierwsze roboty budowlane ruszyły już na początku XVIII w.
Niespełna 14 lat od rozpoczęcia inwestycji w nowo powstałych pomieszczeniach klasztornych zamieszkiwało kilku zakonników, a jeszcze w tym samym 1714 r. miała miejsce uroczysta introdukcja zakonu do zagórskiej siedziby. Pierwszym przełożonym zakonu był najprawdopodobniej o. Maksymilian od św. Tomasza [Józef Frasinelli]. Uroczystej inauguracji dokonał biskup przemyski ks. Jan Kazimierz de Alten Bokum. Akt ten połączony był z poświęceniem kamienia węgielnego pod kościół Nawiedzenia N.M.P., który w 1722 r. przemianowano na świątynię pw. Zwiastowania N.M.P. Po ukończeniu całej inwestycji, a miało to miejsce jeszcze przed 1730 r., przystąpiono do wznoszenia wysokich, fortecznych murów. W uświetnieniu nowo wzniesionego kościoła miała również swój udział córka fundatora, Anna Stadnicka, która na ten zbożny cel poświęciła swoje kosztowności i srebra. Niestety, świetność zespołu klasztornego nie trwała zbyt długo. Dnia 29 listopada zagórski karmel po raz pierwszy uległ pożarowi. Stało się to za sprawą wojsk rosyjskich dowodzonych przez płk. Drewitza, oblegających klasztor, w którym schronili się konfederaci barscy. Po tych dramatycznych wydarzeniach cała budowla z wielkim trudem została odbudowana, jednakże nigdy nie powróciła ona do swego pierwotnego stanu.
  Chaos i anarchia, jakie dotknęły Rzeczpospolitą doby rozbiorów w negatywny sposób odbiły się na morale zakonników. Pośrednio przyczynił się do tego także rozkaz władz austriackich, na mocy którego do zagórskiego klasztoru trafili karmelici z innych zakonów (m.in. z Przemyśla, Lwowa oraz Milatyna). Najsumienniejsi braciszkowie zostali zaś przeznaczani do posługi w parafiach diecezji przemyskiej. Z czasem kryzys życia zakonnego był tak poważny, że specjalna, kościelno - świecka komisja 7 czerwca 1814 r. po przeprowadzeniu kontroli wydała dekret nakazujący zreformowanie zagórskiego klasztoru . Realizując owe zalecenia ówczesny biskup przemyski Gołaszewski założył przy zagórskim karmelu dom poprawczy dla księży. 26 listopada 1822 r. drugi pożar zniszczył m.in. pokrycie dachowe klasztoru i kościoła.Do zaprószenia ognia doszło podczas ostrej sprzeczki pomiędzy przeorem o. Leonardem Umańskim a o. Janem Włodzimierskim.Nieszczęście spowodował o. Włodzimierski, który nieopatrznie strącił

Ruiny klasztoru Ojców Karmelitów Bosych
( w trakcie prac remontowych )
na drewnianą podłogę palącą się lampkę oliwną. Podczas śledztwa prowadzonego przez władze austriackie zakonnik przyznał się do winy, za co został aresztowany i wywieziony do Lwowa . Śmierć w płomieniach poniosło wówczas kilku zakonników. O tym smutnym wydarzeniu sprzed wieków przypomina ... widmo mnicha, które co jakiś czas ukazuje się na klasztornym wzgórzu. Pożar ostatecznie przypieczętował sukcesywnie postępujący upadek klasztoru.
     W wyniku starań biskupa Gołaszewskiego, zagórski karmel w 1831 r. został ostatecznie zlikwidowany. Wszystkie jego dobra i legaty przeszły zaś na skarb państwa oraz zasiliły fundusz religijny. Działający przy klasztorze dom poprawczy przeniesiono do Przeworska. W roku 1935 baron Adam Gubrynowicz ofiarował całą klasztorną schedę przemyskiemu seminarium duchownemu.
Po II wojnie światowej, a dokładnie 30 marca 1957 r., przemyska kuria biskupia na powrót przekazała cały obiekt zakonowi Karmelitów Bosych. Wydarzenie to zbiegło się w czasie z decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków w Rzeszowie, zezwalającą na odbudowę klasztoru. Na mocy rozporządzenia z 23 maja 1957 r., jakie podjęły władze Prowincji Karmelitańskiej w Warszawie, rozpoczęły się prace zmierzające do odbudowy zespołu klasztornego.-
Jeszcze w tym samym roku, do naprędce skleconego baraku wprowadzili się : o. Józef od M.B. z Góry Karmelu ( Jan Prus ) oraz o. Wawrzyniec Radkiewicz. W nieco późniejszym okresie dołączył do nich o. Aureliusz Balonek. Cała trójka z wielkim zapałem zabrała się do pracy. W dzieło odbudowy obiektu aktywnie włączyła się cała zagórska społeczność.
W trakcie badań archeologicznych, prowadzonych w 1965 r. odsłonięto wejście do klasztornych podziemi, niestety przez długie lata

Ruiny klasztoru Ojców Karmelitów Bosych
( z lotu ptaka )
pustoszonych przez złodziei i poszukiwaczy przygód. Znalezione podczas wykopalisk szczątki doczesne zmarłych zakonników zebrano do wielkiej skrzyni , którą następnie zamurowano w jednej z klasztornych krypt. W czasie prac natrafiono również na rodzinny grobowiec Ossolińskich, który stał się m.in. miejscem wiecznego spoczynku dla Teresy Ossolińskiej ostatniej przedstawicielki rodu Stadnickich, zmarłej 6 maja 1776 r.
Dzięki ogromnemu zapałowi Karmelitów, wspieranych na rozmaite sposoby przez lokalne społeczeństwo, zdewastowany obiekt zaczął zmieniać swój wygląd. Tak oto w części gospodarczej klasztoru odgruzowano dużą kamienną studnię, uporządkowano otoczenie kościoła, przystąpiono także do łatania murów prezbiterium. Niestety, 5 kwietnia 1962 r. zmarł o. Józef od M.B. z Góry Karmelu. To wydarzenie miało miejsce w niedługim czasie po wielkiej podróży , jaką o. Józef odbył po USA i Kanadzie. Niestrudzony zakonnik zbierał od tamtejszych Polonusów ofiary na rzecz restauracji klasztoru.
Niestety, na mocy zarządzenie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie zakazano Karmelitom kontynuowania odbudowy ich siedziby. Realizując polecenia swoich przełożonych, 10 października 1962 r. zagórski klasztor opuścili : o. Aureliusz Balonek oraz brat Wawrzyniec Radkiewicz - dwaj ostatni administratorzy karmelu.

Trasa Turystyczna
Zespół klasztorny przeszedł na własność Gminy Zagórz w roku 2000 i możemy pochwalić się, że czas ten nie został zmarnowany. Troska o dziedzictwo kultury materialnej leży szczególnie na sercu tutejszej ludności i samorządowcom. Tym bardziej , że jest to jeden z nielicznych tego typu zabytków w Polsce.
Ostatnio też po koronie jednej z odrestaurowanych wież dumnie przechadza się świetlista postać, Zagórzanie twierdzą, że powrócił prawowity strażnik ruin, legendarny mnich.

Opracowano na podstawie : " Zagórz zaprasza " J.Zuby

Legendy o zagórskim klasztorze

O naszym mieście Zagórzu i zagórskim Karmelu powstało wiele interesujących legend i opowieści, które rodowici, związani z historią tego regionu Zagórzanie znają i chętnie przekazują kolejnym pokoleniom. Z wielkim szacunkiem do historii przekazują to co tajemne i niewyjaśnione, aby stale zadziwiać i motywować do głębszego poznawania.

1. Legenda o kamiennym rycerzu.

Jak podaje legenda w roku 1813 przybył i zamieszkał w zagórskiej warowni niejaki - Marcin Nieczuja Śląski ( konfederat barski, uczestnik powstania kościuszkowskiego, żołnierz Księstwa Warszawskiego ). Po kilku latach pobytu w Zagórzu, zmarł. Pochowany został na tarasie przed wejściem do kościoła. W kościele wystawiono mu epitafium, a pod nim umieszczono kamienną płytę z wykutą figurą rycerza w zbroi.
Nocą, 16 czerwca 1822 r. klasztor i kościół spłonął, wtedy to płyta z kamiennym rycerzem popękała z żaru i rozpadła się. Legenda głosi, że to tylko płyta się rozpadła, a kamienny rycerz podczas pożaru wyszedł ze świątyni i ponoć pojawiał się w okolicy ruin klasztoru.
Potwierdzeniem niech będzie to, iż nie znaleziono kamiennej figury rycerza w pogorzelisku, poza tym bywało też ,że okoliczni kmieciowie słyszeli niegdyś kroki rycerza i chrzęst żelaznej zbroi, kiedy przechadzał się wśród ruin.

Kto wie, może i Wam uda się napotkać ślady kamiennego rycerza, jeżeli bacznie będziecie śledzić historię i przyglądać się ruinom klasztoru, których mury były zapewne świadkiem tych zamierzchłych wydarzeń.

2. Sprzeczka ojca Jana z przeorem.

Czasy owe, a mianowicie I połowa XIX stulecia, nie były pomyślne dla zagórskiego klasztoru. Brakowało bowiem środków na niezbędne remonty, źle nimi gospodarowano, a władze skłonne były doprowadzić do jego zamknięcia. Zagórska warownia była miejscem, gdzie zsyłano źle sprawujących się mnichów na odbycie rekolekcji, które miały służyć ich poprawie. Jednakże i tu nie nabywali oni pokory, a przeorowi klasztoru przysparzali sporo kłopotów.
Jak podaje jedna z wersji zniszczenia zagórskiego klasztoru - przyczyną tego faktu w 1822 r., była sprzeczka ojca Jana Włodzimirskiego z przeorem, podczas której doszło do zaprószenia ognia i pożaru w klasztorze. Próby ratowania klasztoru nie powiodły się, ogień pochłonął drewniane stropy i dach klasztoru oraz kościoła. Całą winą za to zajście obarczono ojca Jana, który wywieziony został do więzienia we Lwowie, a następnie do domu poprawczego dla zakonników w Przeworsku.

3. Duch mnicha Leona.

Niegdyś, nad ruinami kościoła pojawiały się duchy mnichów i pogrzebanych tam żołnierzy. Z biegiem lat duchy mnichów rozeszły się po świecie, a w zagórskich ruinach na długo pozostał tylko jeden z nich - duch mnicha Leona.
Samotność tak mu dokuczała, że pojawiał się nie tylko w pobliżu ruin, ale też zaglądał do chat przez okna , strachem ogarniając całą okolicę. Nie dość, że widywano go w nocy, to i w dzień począł się ukazywać. Zaniepokojone tym faktem miejscowe kobiety zwróciły się do księdza aby odprawił mszę za błąkającą się po ziemi duszę mnicha Leona.
Podczas odprawianej mszy w tej intencji, nie wiadomo skąd , nad klasztorem pojawiła się ciemna chmura, rozpadał się deszcz, a pioruny raz po raz uderzały w mury kościoła. Od tego też czasu duch mnicha Leona przestał się ukazywać.

Czy pomogły modlitwy, czy też duch mnicha Leona unicestwiony został przez grom z nieba, a może sam odszedł i w niedalekiej przyszłości znowu powróci w nasze strony ?

4. Pijatyka - bijatyka.

W owym czasie , w celach i szpitalu zagórskiego karmelu zamieszkiwali i znajdowali schronienie żołnierze - weterani, których często odwiedzali dawni ich kompani. Wspólnie spędzali czas na zabawie, śpiewach i pijatykach. Nierzadko też dochodziło między nimi do sprzeczek, kłótni i bijatyk.
Tak oto, pamiętnego dnia 16 czerwca 1822 r. podczas jednej z uczt, kiedy raczono się gorzałką i rozbieżność poglądów w prowadzonych dyskutach podsycała atmosferę, a i za broń nieraz chwytano - niejaki Jakub Wolski i Wasyl Sokalski posprzeczali się i pobili. Pobity Wasyl wyszedł, wziął ze swej celi zapaloną świecę i udał się do lochów, gdzie stały beczki z prochem. Włożył świecę w jedną z nich i szybko ruszył w stronę kościoła. Po chwili pożar rozprzestrzenił się na cały kościół, a winowajca biegł naprzód chcąc uciec jak najdalej od miejsca haniebnego czynu, do którego przyznał się dopiero na łożu śmierci.

5. Zbrodnia ukarana

Jak podaje legenda, zagórski klasztor został podpalony na polecenie starosty sanockiego, który chciał przypodchlebić się władzom austriackim. Zagórska warownia, jak twierdzono wówczas , była siedliskiem spiskowców i buntowników.
Otóż było to tak: u starosty gościł przez kilka dni niejaki Lajosz Rakely, kapitan węgierskich hajduków, znany ze swego hulaszczego trybu życia. Starosta zdradził mu swoje zamiary i obiecał nagrodę. Kapitan podjął się tego czynu i na jego polecenie przybyła pod Lesko grupa dwudziestu hajduków, którzy mieli mu dopomóc w podpaleniu klasztoru.
Starosta miał córkę Natalię i z jej to też powodu , kapitan Rakely często i chętnie gościł u starosty, a i ona nie pozostawała obojętna na hrabiego zaloty. Aczkolwiek ojciec Natalii mimo ,iż darzył hrabiego sympatią , to sprzeciwiał się na samą myśl o ich małżeństwie. Sprytny Lajosz zaproponował dziewczynie ucieczkę na Węgry obiecując ,że się z nią ożeni i ustatkuje.
Zlecone zadanie, oddział kapitana Lajosza wypełnił z perfekcją, klasztor stanął w płomieniach o północy z 16 na 17 czerwca 1822 r.. Ogień ogarniał szybko budynki gospodarcze i szpital, a że nie było na straży żadnych wart ani dozoru nocnego nikt nie pełnił, nie było też nadziei na ugaszenie pożaru i uratowanie klasztoru.
Tymczasem dwaj hajducy wraz z kapitanem Lajoszem podjechali pod dwór starosty, zabrali jego córkę Natalię i ruszyli konno w stronę Baligrodu, a dalej do Stropkowa. Przebiegły kapitan jeszcze przed odjazdem odebrał od starosty należną mu zapłatę za podpalenie klasztoru - dwa tysiące reńskich. Starosta zaś wraz z żoną dopiero nad rankiem zorientował się ,że Natalia zniknęła. Jedna z jego służących znalazła w sypialni Natalii list do rodziców, w którym to oświadczyła o swej miłości do kapitana i o zamierzonym zamążpójściu, prosiła też aby nikt jej nie szukał i oszczędził zemsty kapitanowi.
Ze względu na honor rodziny starosty, fakt ucieczki Natalii utrzymywany był w tajemnicy, a sam starosta w ten oto sposób został ukarany za swoją decyzję o podpaleniu klasztoru.

Wszystkich zainteresowanych podobnymi opowieściami i legendami związanymi nie tylko z zagórskim klasztorem ale i opowiadającymi o bieszczadzkich wydarzeniach z przeszłości odsyłamy do znakomitego opracowania Pana Andrzeja Potockiego pt. "Księga legend i opowieści bieszczadzkich", które wykorzystano dla przygotowania powyższego materiału.

do góry